wtorek, 26 lipca 2016

L'Oréal Paris: False Lash Wings Sculpt Mascara- pogrubiający tusz do rzęs

Hej,
jak minął weekend?  Powiadają jaki początek tygodnia taki cały tydzień zatem ja dziś przychodzę  do was  z moją ulubioną kategorią kosmetyczną  :)
Jako maniaczka pięknych rzęs oraz tuszy do rzęs chciałabym podzielić się z wami opinią na temat jednego z tuszy. Dzisiejszym bohaterem postu jest pogrubiający tusz do rzęs z firmy L'Oréal Paris - False Lash Wings Sculpt Mascara.


Tusz kupiłam na promocjach rossmannowskich za ok. 30 zł. Uwielbiam tusze do rzęs i dlatego też byłam bardzo ciekawa właśnie tego produktu. Tusz posiada dość nietypową szczoteczkę do rozczesywania rzęs. Jest to szczoteczka silikonowa,  jednostronna posiadająca dłuższe i krótsze włoski.


Kształt szczoteczki oraz jej włoski mają na celu precyzyjne dotarcie do rzęs od samej ich nasady nadając efekt "Tight Line", czyli wypełnić linię rzęs zagęszczając  rzęsy tak jak przy użyciu kredki. Trzeba przyznać, że aby móc cieszyć się z pięknych, pogrubionych, rozczesanych i nie posklejanych rzęsach trzeba nauczyć się pracować z tą szczoteczką. Na początku wcale nie jest to takie łatwe do zrobienia, ale też nie jest niemożliwe. Sama musiałam się tego nauczyć ;), ale teraz jestem zadowolona z efektu jaki pozostawia na moich rzęsach.


Maskara ma właściwą formułę, z którą można pracować na rzęsach do uzyskania zadowalającego nas efektu. Szczoteczka nakłada tusz idealnie, zaznacza linię rzęs, pięknie je wydłuża  oraz pogrubia. Nie osypuje się w ciągu dnia. Bardzo łatwo i szybko się zmywa. Nie rozmazuje się w czasie demakijażu oczu. Jednak lepiej i taniej jest ją kupić przez internet niżeli stacjonarnie.



Moim zdaniem jest jedną z lepszych maskar, jakie kiedykolwiek używałam. Uwielbiam efekt jaki powstaje na rzęsach. Mam też kilku innych ulubieńców, ale o tym innym razem ;)
A wasze jakie są ulubione tusze do rzęs???

Pozdrawiam bardzo serdecznie - Madzia :)

czwartek, 21 lipca 2016

Elfa: Dr Sante Macadamia Hair Maska i odżywka do włosów "Odbudowa i ochrona"

Hej,
dziękuje Wam za miły odbiór poprzedniego postu. Ogromnie jest to miłe i mega motywujące. Jak możecie się domyśleć dzisiejszy post będzie na temat dwóch produktów do pielęgnacji włosów. A mianowicie dotyczyć będzie on recenzji maski i odżywki bez spłukiwania do włosów z serii  Dr Sante Macadamia Hair "Odbudowa i ochrona" firmy Elfa.  
Zapraszam na dalszą część :)


Najpierw w moje ręce wpadła maska do włosów. Jestem posiadaczką cienkich, podatnych do kręcenia i kołtunów włosów. Od dziecka miałam z tym problem. Trudno jest je od razu po myciu rozczesać. Dlatego też stosuję różne produkty ułatwiające rozczesywanie. Kończyła mi się odżywka do włosów, więc poszukiwałam coś nowego. Przez przypadek trafiłam właśnie na ten produkt, a że farbuje włosy od jakiegoś 1,5 roku to pomyślałam, że regeneracja im się przyda.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Potassium Cetyl Phosphate, Cyclopentasiloxane, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyloctanol, Undeceth-5, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Moringa Oleifera Oil, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Polyquaternium-10, Lactic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Methyl- Chloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Linalool, Ci 15985, Ci 19140.

Gdy wstawiłam zdjęcie maski na Instagram dostałam wiele pozytywnych komentarzy na jej temat, a także dziewczyny poleciły mi z tej samej serii odżywkę do włosów bez spłukiwania. Ucieszyłam się, że jest taki produkt z tej serii, gdyż jestem leniwa i nie lubię bawić się w maseczki do włosów, a także w  ich ponowne spłukiwanie. Dużo częściej używam tylko odżywki do włosów bez spłukiwania, bo dzięki temu oszczędzam dużo czasu :)

Skład: Aqua, Peg-12 Dimethicone, Hydrolyzed Soy Protein, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Moringa Oleifera Oil, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Panthenol, Polyquaternium-10, Citric Acid, Parfum, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Salicylate, Linalool,  Benzyl Benzoate, Limonene.


Moja opinia na temat tych dwóch produktów:
-  oba mają piękny, przyjemny zapach
- niska cena produktów ok. 10 zł; często bywają na promocjach i naprawdę można je zakupić za grosze
-  wygodna aplikacja:  maska jest gęsta, ale nie mocno, nie spływa z włosów;  zaś odżywka jest w spray-u i równomiernie rozprowadza produkt po włosach
 - maska i odżywka od razu wygładzają  i otulają włosy
- nie obciążają włosów
- włosy są odżywione
- nie matowi włosów jak czyni to wiele masek
- włosy są  gładkie i lśniące
- włosy po zastosowaniu tych produktów są bardzo miłe w dotyku i cały czas chce się je dotykać
- włosy łatwo się rozczesują, nawet między palcami
- dość dobry skład produktów:  dużo olejków na wysokiej pozycji, a nie jak to się często bywa  najpierw konserwanty, a w dalszej kolejności te dobre składniki, które są w śladowych ilościach
- oba produkty są wydajne i starczą na długo: maska ma dwa warianty pojemności:  300 ml i 1000 ml; odżywka ma 150 ml

Minusów póki co nie znalazłam żadnych. Maskę i odżywkę używam od ponad pół roku. Maskę i odżywkę używam już drugie opakowanie i póki co nie szukam żadnego nowego produktu. Kiedyś testowałam słynne maski do włosów z Kallosa, ale niestety nie sprawdziły się u mnie w zupełności. Próbowałam różnych rodzajów przez dłuższy czas. Moje włosy są bardzo wybredne i nie wszystkie produkty im odpowiadają. Póki co to bardzo im odpowiada seria Macadamia Hair Dr Sante, a ja jestem szczęśliwa, że w końcu  mogę się cieszyć ładnymi i zdrowymi włosami.

Dajcie znać czy używałyście kiedyś tych produktów i oczywiście jak się u was sprawdziły. Ciekawa jestem waszych opinii.

Pozdrawiam - Madzia :)



poniedziałek, 18 lipca 2016

"Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji"- Charlotte Cho

Witajcie,
nie było mnie tutaj przez tydzień. Nieobecność ta wynikała z tego, że miałam problemy zdrowotne. Niestety, pewnych rzeczy nie da rady przewidzieć i przeskoczyć. Dziś zapraszam Was na moją krótką recenzję książki, znanej już w całej beauty sferze, a mianowicie "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji" autorstwa Charlotte Cho.


O książce w polskiej blogosferze, zwłaszcza w sferze beauty jest bardzo głośno od wielu miesięcy. Myślę, że żadna dziewczyna. która choć troszkę interesuję się urodą oraz sprawami dotyczącymi kobiecego piękna nie przeszła obok niej obojętnie. Ja również...
Zastanawiałam się co zawiera ta książka, że tak wszyscy zaczęli szaleć na jej punkcie.  Nawet  najpiękniejszy makijaż wykonany przez wizażystę będzie wyglądał brzydko  i nieestetycznie, gdy będzie nałożony na źle przygotowaną cerę. I właśnie o tym najważniejszym fundamencie jest ta książka.Odkrywa ona 10 sposobów, które przy codziennym, systematycznym stosowaniu mają nam pomóc w utrzymaniu pięknej, zdrowej, młodej skóry przez wiele lat.

Książka  wydana jest w miękkiej okładce. Liczy 240 stron. Ceny są różne w zależności, gdzie jest ta książka sprzedawana- ok. 30-36 zł. Czasem można dostać ją na promocji. Autorką książki jest Charlotte Cho- jest ona Amerykanką,  koreańskiego pochodzenia. Charlotte urodziła się w Kalifornii i tam była wychowywana przez swoich koreańskich rodziców. W książce, krok po kroku opowiada o swoich doświadczeniach, błędach, jakie popełniała w drodze do uzyskania pięknej cery.  Książkę lekko się czyta. Ja przeczytałam ją w dwa dni. Ogrom informacji, jaki nam przekazuje jest bardzo łatwo przyswajalny. Czasem bym powiedziała, że wręcz oczywisty. Nie ma jednak się co dziwić w końcu jest to elementarz :)

 Charlotte zwraca uwagę na różnice w podejściu do pielęgnacji oraz makijażu Koreanek, a także kobiet z pozostałych części świata. Uświadamia nam jak kluczowa jest właśnie pielęgnacja, której fundamentem jest prawidłowe, dwuetapowe oczyszczanie.Najważniejsze jest: właściwe oczyszczanie, nawilżanie oraz ochrona przeciwsłoneczna, o której nie zawsze pamiętamy zaś u Koreanek jest to priorytet. Autorka również przedstawia troszkę inne podejście do makijażu. Dla Europejek najważniejsza jest nieskazitelna, matowa, perfekcyjna cera natomiast Koreanki stawiają na rozświetlenie, a nawet lekki błysk na skórze. Najważniejsze jest by cera wyglądała zdrowo i naturalnie. Wolą nawet jak prześwitują im piegi lub jakieś małe niedoskonałości niżeli grubą warstwę "tapety".

Według mnie jest to książka godna polecenia każdej kobiecie, której nie jest obce dbanie o siebie i swoje zdrowie. Podstawą pielęgnacji twarzy nie jest tylko jej codzienna pielęgnacja i dodatkowe zabiegi, ale również zdrowy styl życia ( sen, odżywianie, ruch fizyczny, brak stresu, brak używek).  W łatwy i  prosty sposób możemy przyswoić sobie nową wiedzę oraz utrwalić zdobytą już wiedzę. Parę sposobów na pielęgnację cery wdrożyłam już w swoją rutynę poranną i wieczorną. Zobaczymy z czasem jakie tego będą efekty.

Buziaki i do następnego :)
Madzia :)



czwartek, 7 lipca 2016

L’Oréal - Skin Perfection krem BB

Witajcie,
lato w pełni. Każda z nas chce wyglądać pięknie i czuć się wspaniale podkreślając swoją urodę. Żadna z nas jednak nienawidzi na swojej twarzy maski, a tym bardziej w wakacje i upały. Najlepszym wyborem są kremy BB, które są lekkie, wyrównują koloryt cery oraz korygują niedoskonałości. I dziś właśnie o jednym z nich. A mianowicie o  L’Oréal - Skin Perfection krem BB.


 L’Oréal - Skin Perfection krem BB jest to krem jak obiecuje nam producent, który ma za zadanie:
-wyrównać koloryt
-nawilżyć
-korygować zaczerwienienia oraz zmniejszyć widoczność porów


Z pewnością do plusów tego kremu należy fakt, że zawiera ochronę SPF 25. Krem mieści się w tubce, która jest bardzo poręczna i higieniczna. Łatwo można z niej wydobyć odpowiednią ilość produktu, która jest nam potrzebna. Do zalet kremu można również zaliczyć to, że faktycznie nawilża i po nałożeniu kremu na twarz wtapia się w skórę. Nie powoduje efektu maski. Praktycznie jest niewidoczny...


Niestety, ale to na tyle było plusów tego kremu. Jak dla mnie jest to niewypał. Fakt ładny ma design, fakt jasny odcień  również mi pasuje. Natomiast największą wadą tego kremu jest to jak on się zachowuje w momencie nałożenia na skórę twarzy.  Okropnie się roluje i waży. Na początku myślałam, że za dużo nałożyłam produktu na skórę i dlatego. Następnego dnia nałożyłam znacznie mniejszą ilość, a krem zachowywał się wciąż w ten sam sposób. Raz nałożyłam go bezpośrednio na twarz, innym razem dałam serum lub krem nawilżający pod krem,  a historia się powtarzała. Próbowałam go nakładać pędzlem, gąbeczką do makijażu oraz samymi palcami. Niestety efekt wciąż jest ten sam. Nie mam do tego produktu cierpliwości i nie wiem czemu tak się on waży i roluje.

Wadą tego produktu również jest to, że wcale nie kryje. Oczywiście nie oczekiwałam od niego nie wiadomo jakiego krycia, ale myślałam, że jeśli ma za zadanie wyrównać koloryt i korygować zaczerwienia to faktycznie to będzie czynił- jednak on nie robi nic... Z pewnością wadą będzie jego cena. Jest drogi, a niestety nie sprawdza nawet troszkę... Rozbieżność cen jest duża.


Ja z ręką na sercu nie polecam tego kremu. Bardzo lubię firmę L’Oréal i do tego momentu nie zawiodłam się na żadnym z produktów  tej firmy. No cóż nie wszystko musi być dobre i kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Na rynku jest wiele produktów w niższej cenie i sprawdzają się dobrze. Ja się skusiłam na krem, gdyż był na promocji a ja w tym momencie szukałam czegoś lekkiego na lato. Nie lubię w upały nakładać podkładów, więc pomyślałam sobie, że to będzie dobre rozwiązanie. Zwłaszcza, że jak już wcześniej wspomniałam produkty z firmy L’Oréal nigdy mnie nie zawiodły.

A wy miałyście ten produkt? Co stosujecie w letnie, upalnie dni?
Czekam na wasze komentarze i rady :)

Pozdrawiam- Madzia :)



poniedziałek, 4 lipca 2016

Artdeco: baza pod cienie (eyeshadow base) - recenzja

Hej,
witam was serdecznie ponownie na moim blogu. W dzisiejszym poście podzielę się z Wami moją opinią na temat znanej w sferze blogowej bazie pod cienie firmy Artdeco.
Firma Artdeco jest to niemiecka marka kosmetyków kolorowych a także akcesoriów do makijażu, która powstała w 1985 roku.Produkty tej marki można dostać stacjonarnie z tego co się orientuję między innymi w Douglasie oraz w wielu internetowych drogeriach. Ja swoją zakupiłam przez internet, ale nie pamiętam w której, gdyż to było kilka miesięcy temu. Od tamtej pory nie używam żadnego innego produktu pod cienie z wyjątkiem tej bazy. Cena produktu jest bardzo rozbieżna.
Zapraszam na moją recenzję :)


Baza pod cienie Artdeco zamknięta jest w małym, czarnym pojemniczku o pojemności 5 ml. Data ważności produktu jest to 12 miesięcy od momentu otwarcia pojemniczka.


Baza  ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję. Dobrze rozprowadza się na powiekach. Wystarczy niewielka ilość tego produktu by pokryć całą powiekę.


Z pewnością ogromnym jej plusem jest jej wydajność. Bazę mam 4-5 miesięcy a w pojemniczku  pozostało jej  jeszcze wiele.  Nie zmieniła swojej konsystencji. Cały czas jest taka sama jak w momencie jej otworzenia. Moim zdaniem baza pod cienie firmy Artdeco jest bardzo dobrą jakościowo bazą, która spełnia swoją rolę. Na moich powiekach utrzymuje się cały dzień i na tym właśnie najbardziej mi zależy. Cienie się nie rolują i nie pozostają w załamaniu - co również jest ogromnym plusem. Osobiście nie zauważyłam żeby baza podbijała kolor cieni.


Baza sama z siebie ma odcień cielisty, dzięki czemu zakrywa wszelkie zaczerwienia, widoczne żyłki na powiekach. Minusem jest dla mnie, że zawiera małe drobinki. Wolałabym, aby była całkowicie matowa. Nie każdy może lubić taki właśnie efekt  na powiekach.  Minusem również dla mnie jest opakowanie w jakim się znajduje produkt. Zdecydowanie wolałabym tubkę niż pojemniczek, w którym wygrzebuje produkt z środka. Fakt, można stosować pędzelek, aby było higienicznie, ale nie zawsze mamy na taką zabawę czas. Zwłaszcza rano, kiedy się spieszymy.

Podsumując baza do cieni z firmy Artdeco jest bardzo dobrym jakościowo produktem, który spełnia swoją rolę. Mam powieki tłuste, ale to nie przeszkadza bazie spełniać jej roli. Utrzymuję się cały dzień i nie roluję cieni. Minusem jest pojemnik, w którym znajduję się produkt oraz drobinki, które zawiera w sobie. Mimo kilku tych niuansów to uważam, że baza jest godna polecenia i warto jest ją przetestować.

A wasze jakie są ulubione bazy pod cienie? Co polecacie?

Pozdrawiam- Madzia :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...